Mustangi bez potknięcia

11 czerwca 2018

W minioną niedzielę, w ramach 10. kolejki Topligi, w Będzinie doszło do pojedynku wicelidera z liderem Grupy Południowej Topligi. Mustangi dopełniły dzieła w sezonie zasadniczym i wygrywając z Hutnikami zapewnili sobie perfekcyjny bilans po pierwszym etapie rozgrywek.

Pomimo, że był to ostatni mecz rundy zasadniczej, najwyższej klasy rozgrywkowej PLFA, a już w następny weekend rozpocznie się najważniejsza część sezonu, czyli play-off, to przed spotkaniem żadna z ekip nie podchodziła do niego z zbyt dużym dystansem. Płocczanie pragnęli zakończyć zmagania grupowe bez porażki, podczas gdy Hutnicy pokazać na tle Mustangów, że są w stanie dorównać poziomem. Gospodarze tylko pozornie znajdowali się w lepszej sytuacji, bowiem przyjezdni przyjechali w mocno okrojonym składzie (ostatecznie liczył 23 zawodników). Brakowało, m.in. skrzydłowego Mateusza Dobiesa, defensive backa Macieja Seweryna, defensywnego liniowego Ksawerego Rychlickiego czy ofensywnego liniowego Łukasza Goszczyńskiego. Ponadto, podopieczni Pawła Kęsego już od 5 rano byli w podróży, więc po wyjściu na boisko trudno było od razu odnaleźć odpowiedni rytm i koncentracje.

Zmęczenie i ponad 30-stopniowa temperatura wyraźnie dawała się we znaki Mustangom, którym przez pierwszą połowę ciężko było złapać powietrze w płuca. To przełożyło się na wiele niedokładności, indywidualne błędy, a co za tym idzie straty posiadania. Willie Sheird kompletnie nie potrafił odnaleźć się na boisku, a słabą dyspozycję linii ofensywnej pieczołowicie wykorzystywali obrońcy. Rozgrywający przyjmował uderzenia za uderzeniem, głównie w momencie wykonywania podania, choć kilka sacków też udało się zdobyć. Tak długo, jak defensive backs Steelers kryli agresywnie oraz zgodnie z instrukcjami trenera Kaczmarczyka, tak skrzydłowi nie potrafili znaleźć sobie miejsca. Amerykanin nie ustrzegł się przez to przechwytów. Dwa z nich należały do Przemysława Kapci. Za pierwszym razem, po wykreowaniu przewagi jednego zawodnika na linii wznowienia akcji przez Kaczmarczyka i uderzeniu jednego z obrońców, rozgrywający wypuścił piłkę, co wykorzystał 21-latek i zyskał kilkadziesiąt jardów. Za drugim razem, lider gości – znów będąc pod presją – przerzucił swojego skrzydłowego.

Korpus linebackerów gospodarzy skutecznie odcinał krótkie ścieżki odbierających, co pozbawiło formację ofensywną szybkich rozwiązań, a równie dobrze funkcjonowało krycie w trzeciej linii defensywy. Cała pierwsza linia – na czele z Benem Cunninghamem – równie solidnie prezentowała się przeciwko akcjom biegowym, które zatrzymywane były na linii wznowienia akcji lub tuż przed nią. Niestety, braki kadrowe spowodowane urazami, zmusiły Hutników do bezustannej eksploatacji Kapci, Mateusza Białasa i Miłosza Adamskiego, co miało swoje odzwierciedlenie w trzeciej i czwartej kwarcie.

O ile defensywnie gospodarze wyglądali ponadprzeciętnie, to ofensywnie zdecydowanie brakowało konsekwentności. Bardzo solidne serie przeplatały się z przeciętnymi, czego wynikiem było tylko jedno przyłożenie w pierwszej kwarcie. Oprócz kilku dobrych podań do Macieja Ziętka czy, wcześniej wspomnianego, Kapci, przeważnie ataki Steelers kończyły się w czterech próbach. W końcu, po drugim przechwycie i kilkudziesięciowym powrotem do redzone, pozwoliło zameldować się w strefie punktowej, po dwóch biegach Marcina Bratuszewskiego.

Jeszcze na początku drugiej połowy będzinianie wykorzystywali swoje momentum w ofensywie, co zakończyło się kolejnym przyłożeniem, tym razem we współpracy rozgrywającego z skrzydłowym, Przemysławem Kapcia. W tym przypadku duże znaczenie miało odzyskane posiadanie przez defensywę (na 15 jardzie przed polem punktowym), choć przez błąd indywidualny płocczan. Jednak, im dalej w mecz, tym coraz więcej problemów i regularność przemieniła się jedynie w przebłyski. Kilkoma efektownymi akcjami popisali się Robert Sobota czy Bratuszewski, niekiedy sam Maciej Ziętek, ale nie pozwoliło to na większe zdobycze i defensywa z Płocka z powodzeniem kontrolowała przebieg spotkania.

Z każdą kolejną akcją w trzeciej kwarcie Mustangi nabierały tempa. Linia ofensywna złapała drugi oddech, dzięki czemu amerykański rozgrywający miał już większy komfort w kreowaniu akcji (szczególnie dobrze spisywali się Paweł Kęsy i Sebastian Terebiński). Skrzydłowi – w postaci niezastąpionych „muszkieterów”, Daniela Przyborowskiego, Daniela Bałdygi oraz Przemysława Pawłowskiego – coraz lepiej sprawowali się na krótkich ścieżkach, zamieniając je na długodystansowe zdobycze (mając niekiedy 10-15 jardów komfortu). Euforia i radość z prowadzenia przełożyły się na kompletny brak koncentracji obrońców, szczególnie z korpusu defensive backs, którzy nie byli już tak agresywni jak przed przerwą i popełniali elementarne błędy. To zmusiło Kramarczyka i Cunninghama do operowania bardziej w strefie niż w wywieraniu presji na rozgrywającym. Zmęczenie w linii defensywnej też dawało się we znaki głównie, przez brak zmienników do gry. Presja znacząco osłabła, co nie znaczy, że Sheird miał łatwe życie, bowiem jeszcze dwukrotnie był sackowany.

- To był bardzo trudny mecz z różnych względów. Długa podróż w trakcie której wszyscy starali się wypocząć, niesamowity upał, do którego ciężko było nam się przyzwyczaić po tak długim pobycie w autokarze oraz mocno okrojony skład. Po za tym wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że najważniejszy mecz już za tydzień. To wszystko przełożyło się na bardzo słabą, najsłabszą w tym sezonie, pierwszą połowę. Dopiero w drugiej części weszliśmy na odpowiednie tory, nasze akcje zaczęły funkcjonować i mogliśmy punktować. W pierwszych dwóch kwartach tylko obrońcy zagrali na dobrym poziomie. Tym bardziej cieszymy się, że udało się zakończyć sezon zasadniczy bez porażki, choć wiemy, że starcie z Husarzami będzie wymagało naszej najwyższej formy. - podsumowuje Paweł Kęsy, trener główny Mustangs Płock

- Kiepska postawa w drugiej połowie meczu była efektem braku koncentracji i euforii po pierwszej połowie. Staraliśmy się tego uniknąć, jednak niedoświadczenie tak młodego składu, jaki posiadamy, wzięło górę. To aspekt, który odróżnia weteranów od początkujących – grać do końca bez popadania w samozadowolenie z tego, co już się osiągnęło. Czapki z głów dla Mustangs, że na drugą połowę wyszli jeszcze bardziej zmotywowani niż na pierwszą i odrobili straty punktowe z nawiązką, która pozwoliła im wygrać spotkanie. Błędy, które popełnialiśmy, są nie do zaakceptowania. Brak realizacji przez naszych zawodników założeń taktycznych zawsze będzie miał taki finał. Liczy się końcowy wynik spotkania, jednak były również i pozytywne przesłanki i na nich chcemy się skupić przed meczem z Monarchs. Jeśli zagramy całe spotkanie tak jak pierwszą połowę z Mustangs, z tym samym poziomem realizacji, agresji, zaangażowania i koncentracji, będę spokojny o końcowy wynik i awans do dalszej fazy rozgrywek. Wydaje się to być proste, jednak w sporcie nigdy nic takie nie jest i dyspozycja dnia oraz doświadczenie grają ogromną rolę. - stwierdza Marcel Kramarczyk, trener główny Zagłębia Steelers Interpromex.

Zagłębie Steelers Interpromex – Mustangs Płock 12:32 (6:0; 0:0; 6:18; 0:14)

I kwarta
6:0 – przyłożenie Marcina Bratuszewskiego po 5-jardowej akcji biegowej

III kwarta
12:0 – przyłożenie Przemysława Kapci po 23-jardowej akcji po podaniu Kamila Zięby
12:6 – przyłożenie Przemysława Pawłowskiego po 10-jardowej akcji po podaniu Willie Sheirda
12:12 – przyłożenie Daniela Przyborowskiego po podaniu Willie Sheirda
12:18 – przyłożenie Przemysława Pawłowskiego po podaniu Willie Sheirda

IV kwarta
12:26 – przyłożenie Daniela Bałdygi po podaniu Willie Sheirda (podwyższenie Kacpra Bogdańskiego po akcji biegowej)
12:32 – przyłożenie Daniela Bałdygi po podaniu Willie Sheirda

MVP meczu: Norbert Łątka (Mustangs Płock)

Widzów na meczu: 150

Jakub Kaczmarek
j.kaczmarek@plfa.pl
Biuro Prasowe PLFA